Opowieści o czarownicach, niezmiennie od zawsze, interesują wszystkich w każdym wieku. Baśnie, legendy, sztuki plastyczne, filmy fascynują i zapewniają nam dreszcze emocji, choć najczęściej jawią się nam jako te z innego świata.
W aspekcie historycznym rozpatrywane są przede wszystkim niechlubne, inkwizytorskie oskarżenia niewinnych osób (nie tylko kobiet), które zwano czarownicami. Te tragiczne wydarzenia kojarzą się przede wszystkim z odległymi czasami mroków średniowiecza. Okazuje się jednak, że krwawe karty historii nie zostały zamknięte tak dawno.
Polowanie na czarownice, procesy, tortury i - w konsekwencji - palenie ich na stosie, miały miejsce dosłownie tuż obok i wcale nie w czasach, kiedy to "ciemności kryły ziemię".
W biskupstwie nyskim polowanie na czarownice rozpoczęło się w XVII wieku, a dokładniej w 1622 roku za rządów biskupa wrocławskiego i księcia nyskiego, Karola I. Jedną z pierwszych ofiar była Barbara Schmiedova z Jesenníka, oskarżona o czary i podanie trucizny, jak podaje przewodnik turystyczny, przez własnego męża i powieszona w Nysie przed Bramą Wrocławską.
Oczywiście myliłby się ten, kto by sądził, że egzekucja była najstraszliwszą karą. Tak naprawdę machina śmierci rozkręcała się od momentu oskarżenia poprzez straszliwe i wymyślne tortury, które przekraczały wytrzymałość ofiar, aż po wyczekiwaną śmierć. Po Barbarze na szubienicy zawisły dość szybko, po uprzedniej męce, kolejne ofiary: żebraczki, mieszczanki, zielarki...
W sumie procesy na terenie księstwa nyskiego, a zwłaszcza jego południowej części w latach 1622-1684, pochłonęły przynajmniej 250 osób, choć ich realna liczba będzie na pewno większa.
Powyższe i inne informacje znaleźć można w przygotowanym w kooperacji polsko- czeskiej przewodniku, będącym częścią realizowanego projektu pt.: Szlakiem czarownic po czesko- polskim pograniczu, współfinansowanego przez Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego.
Starostwo Powiatowe w Nysie wytyczyło oraz oznakowało na swoim terenie szlak czarownic, na którym poustawiano tablice wskazujące kluczowe miejsca związane z łowami czarownic oraz przygotowało ekspozycję w nyskim muzeum.
Tę ciekawą wystawę obejrzała wraz z wychowawcami hufcowymi - p. Stanisławą Hofman i p. Piotrem Romkiem, a także nauczycielką języka polskiego, p. Sabiną Sędzimir -nasza młodzież z klasy I i II a.
Historia procesów czarownic przygotowana została w ciekawej, naturalistycznej aranżacji. Bogaty zbiór narzędzi tortur uwiarygodnił i przemówił do wyobraźni nie tylko naszych wychowanków, lecz naszej również. W trakcie zwiedzania towarzyszyła nam pani przewodnik, która obszernie i barwnie opowiadała o "tamtych", jakże traumatycznych dla ofiar i ich rodzin, czasach...
Wszystkich bardzo interesowała historia samych eksponatów, w tym przypadku głównie narzędzi tortur. Wyglądały na bardzo stare i autentyczne (patrz: zdjęcia). Okazało się jednak, że te rodem z piekła narzędzia zostały zrekonstruowane na podstawie zachowanych, tym razem autentycznych, rycin. Były to: kolekcja torturujących i masakrujących twarz masek, przedmiotów manualnych do zadawania bólu- obcęg, okowów, szczypców i krzesła z naostrzonymi, żelaznymi kolcami. Najstraszliwsza jednak była skrzynia, w której bokach umieszczone zostały wielkie ostrza. Ofiara była zamykana jak w trumnie i jeszcze tam masakrowana i męczona... brr!
Na dziedzińcu muzeum oglądaliśmy na mapach główne szlaki procesów czarownic, jak i samą, siedemnastowieczną Nysę z placem na Rynku, na którym dokonywano publicznych egzekucji.
Dociekaliśmy szczególnie odpowiedzi na pytanie: dlaczego ludzie ludziom zgotowali ten los? Motywacja oprawców była różna: pozbycie się niewygodnych, niechcianych żon, zagrażających medykom zielarek, ukaranie niesubordynowanych w stosunku do władz, a czasami po porostu niewygodnych sąsiadów. Dowody, co wszystkim wiadomo, były zawsze preparowane.
Dokładna analiza tego problemu pozwoliła jednak badaczom na stwierdzenie, że machinę śmierci napędzała w dużej mierze... ekonomia! Potwierdzenie znajdziemy w artykule Bernharda Rufferta z 1903 r., w którym autor pisze m. in. o kosztach procesów i egzekucji. Z oryginalnego rachunku z 20.10.1639 r. kwota ta wynosiła 38 talarów i w całości obciążano nią rodzinę ofiar (informacja, którą podała p. przewodnik zamieszczona jest we wzmiankowanym wyżej przewodniku). Smutna, stara prawda, że można zarobić na wszystkim i na wszystkich, także tych biednych i pokrzywdzonych.
Ekspozycja była dobrze przygotowana, chociaż czuliśmy pewien niedosyt, ale to pewnie ze względu na samą tematykę wystawy. Na pewno niejedna osoba z naszych okolic (choć pewnie nie tylko) zechce w wolnym czasie wyruszyć na przykład rowerowym szlakiem czarownic.
Doceniamy inicjatywę władz powiatu nyskiego i czeskiego, gdyż dzięki niej odkryta została kolejna, niepiękna, lecz przecież karta historii naszego regionu.
Sabina Sędzimir
Stanisława Hofman
Piotr Romek